poniedziałek, 30 czerwca 2014

Sprzedać czy nie sprzedać ?

Ten rok obfituje w trudne wydarzenia i decyzje w moim życiu. Ale czasami tak jest. Trudne wydarzenia i wyzwania wzmagają motywację i chęć do działania bo jest coś nowego coś co należy zrobić. Życie czasami potrafi się przewrócić o 180 stopni jak również być niezmiennym przez wiele lat - jednym poziomie.
Kiedy budowałam dom w 2005 roku sądziłam , że będzie na lata, pewnie z racji swojego młodego wtedy wieku a może i marzeń, które wiązałam z tym miejscem. Najważniejszy był cel wybudowania domu i jakoś tam go urządzenia aby się wprowadzić i żyć. Lata 2008-2010, które przyniosły burzliwe momenty w życiu sprawiły, że dom już nie był takim kolorowym miejscem jak kiedyś a i priorytety się zmieniły. Życie się zmieniło, zmieniło się spojrzenie, może z wydarzeniami bardziej dojrzałam..

W 2010 roku chciałam sprzedać dom , nosiłam się  z takim zamiarem ze względów finansowych, trzeba było oddać pewną kwotę pieniędzy osobie z mojego "pierwszego życia".. Wtedy na moje szczęście pieniądze znalazły swoje źródło a ja rozwiązałam wyzwanie w tamtym czasie.
Dzisiaj kiedy od "wydarzeń" minęło sporo czasu - stanęłam przed pytaniem czy nie sprzedać domu i zacząć od nowa w nowym miejscu z nowym domem. Wiem to spore wyzwanie, odważne , zmieniające wszystko. Kiedy miesiąc temu zaświtała mi ta myśl, nie daje mi spokoju, to coś takiego co być może pozwoliłoby na nowo coś zacząć.
Nie chcę wracać do blokowisk, do nowych osiedli - nie lubię, podobnie jak miasta.

Najbardziej żal ogrodu i roślin- samego miejsca raczej nie (jakoś w okolicy pomimo bliskości do miasta mieszka się tak sobie), murów i domu też - pomimo tego, że budowałam go w pocie czoła, młodych lat, wyrzeczeń. W pewnym okresie same mury zaczęły mi się kojarzyć z dość negatywnymi wspomnieniami i tak czasami jest do dzisiaj, pomimo , że czas minął.

O ile w ogrodzie czuje się dobrze, bo to mój raj tu wszystko dopieszczone przez nas, o tyle dom to pozostałość po moim "poprzednim życiu"  i czasami czuję się jak bym wsiadła w dobry kurs ale jechała nie swoim pociągiem.

Długo zastanawiałam się czy problemem nie jest może wystrój wnętrza, a może chwilowe handry :)
Nie to moje przekonanie , że jak w życiu coś sie zmieni to może powinno się od nowa ? Zostawić stare a zrobić wszystko nowe.

Na razie jest myśl, trzeba się rozeznać, zapytać co i jak ile. Trzeba podjąć ostateczną decyzję i szukać. Być może w połowie drogi zwątpimy ( ja i moja połówka) , może się jednak wycofam, bo żal i strach będzie większy. Nie wiem ale może warto.

Ale sobie wymyśliłam prawda :)

A oto garść zdjęć z ogrodu - miłego poniedziałku Wam życzę :)















środa, 25 czerwca 2014

Róże zaczynają kwitnąć

Pamiętacie jak w zeszłym roku pisałam Wam o 40 odmianach róż, które zakupiłam do ogrodu. Teraz zaczynają kwitnąć, małe , niewielkie pączki - praktycznie wszystkie będą miały kwiaty. Starannie staram się o nie dbać, tak jak zawsze nie było na to czasu, to w tym roku chodzę koło swoich różyczek i pielęgnuje je obserwując każdy krzaczek czy nie zaczyna chorować. Z tygodnia na tydzień każdy krzak zwiększa swoją objętość - to radość dla mojego oka.
Wielu odradzało mi moje różane marzenia, ale ja się uprałam. W tym roku pewnie nie pozwolę sobie na nowe odmiany, ale sfera marzeń zawsze pozostaje otwarta - prawda :)

Chciałam Wam wszystkim podziękować za ciepłe słowa, wsparcie i obecność. Postaram się częściej pisać na bloga.

A oto moje królowe ogrodu, wybaczcie niektórych nie pamiętam (nazwy).


Persian Yellow



Leonardo da Vinci


BONICA

Souvenir dr Jamain




AMULETT


BONICA

Leonardo da Vinci


Ballerina


BONICA

Leonardo da Vinci




MOZART

WESTERLAND


BUKAVU

FRESIA

SWAN

ROSA DE REST


POMPONELLA





TUSCANY
 AMULETT


 WESTERLAND


poniedziałek, 9 czerwca 2014

Po długiej przerwie jestem....

Witajcie,

Moi kochani czytelnicy w końcu jestem z Wami - tęskniłam. Chciałam zakończyć pisanie bloga i się z Wami pożegnać, że względu na problemy sfery osobisto-rodzinnej, ale żal by było się rozstawać i chyba bym tak nie mogła. Nie ukrywam, że pojawiła się również sprawa sprzedaży domu z ogrodem.
Chociaż nie wiem, czy nie byłaby to forma ucieczki przed kimś i czy rzeczywiście to rozwiązałoby problemy. Zastanawiałam się czy pisać o tym czy nie - blog to już nie prywatność, zwłaszcza, że podłączony jest pod firmę i czyta go coraz więcej ludzi. Ale nie lubię znikać, nie lubię nie domówień lubię szczerość - istnieje tu dzięki Wam .

Wiem, że nie mam zapału pisać tak jak kiedyś i takiej energii,  problemy życiowe i pewna osoba skutecznie osłabiają tą energię - to problemy człowiek-człowiek. Ktoś bezskutecznie próbuje zatruć życie mojej rodzinie na wiele sposobów, każdy miesiąc to inny sposób. Próbuje rozbić i poróżnić to co udało nam się skleić i złączyć.

Życie pisze różne scenariusze, a ja chyba nie wiedziałam i nie sądziłam, że "podłość ludzka nie zna granic" jak to kiedyś słyszałam w pewnej polskiej komedii. Wierzę jednak w duchową i boską sprawiedliwość na swój sposób , że ktoś kto czyni zło, podjudza, zazdrości i ma pełno zawiści to w końcu sam owinie się własnym szalem tych negatywnych i gorzkich ilości. Bezkarność zachowania, słów, nękania - też ma swoje granice. Chociaż przyznam czasami czuję się bezsilna i nie wierzę nawet w sprawiedliwość organów najwyższych w Państwie - bo sama poczułam to na swojej skórze.

Wielokrotnie w chwilach słabości zadaję sobie pytanie dlaczego ja i moja rodzina, przecież w życiu żyłam zgodnie z "zasadami" nigdy nikomu nic - ale to chyba są pytania, na które nigdy nie znajdziemy odpowiedzi, takie czasem jest życie i nie należy się poddawać. Wiem, że każdy z Nas miał  i ma różne kule u nogi oraz okresy w życiu - był okres piękna , radości , ale są też okresy smutku, lęku i oba.
Kiedy zrezygnowałam z pisania na pewnym forum jedna z moich koleżanek forumowych napisała - abym nie rezygnowała bo dookoła nawet wirtualnie są ludzie, którzy są życzliwi i są mi przyjaciółmi z nimi będzie lżej i nie można się zamykać na wszystko i na wszystkich . I tak jest. Nie ukrywam jednak , że spadek energii spowodowany przez pewną osobę umiejętnie zniechęcił mnie do wielu moich planów, które zamierzałam zrobić i kontynuować w tym roku. Są dni - że wstaje pełna energii i gotowa do walki, że nie uda się komuś mnie zepchnąć do kąta i pozbawić radości zwykłego życia.
Taką siłę daje mi moja połówka, moje dziecko, ogród i Wy.
Jest mi przykro , że zaniedbałam gdzieś tego bloga, że piszecie a ja nawet nie mam głowy aby odpowiedzieć - Czytam wszystko co piszecie każdy komentarz- energii brakuje na odpowiedź.
Mam nadzieję, że to co złe minie i znów będę mogła pisać z nieukrywaną radością i spokojem duszy.

Aby zejść na bardziej przyjemy temat załączam zdjęcia z ogrodu - dawno już nie było aktualizacji.
Troszkę zaniedbany, bo od miesiąca nie mieliśmy głowy do prac w ogrodzie , tyle co na bieżąco aby jakoś wyglądało.

Na tarasie powstały linki do odprowadzenia rdestu , zawisły latarenki ogrodowe , stół zmienił swoje miejsce :)






A tu już ogród






Obrzeża kamienne w ostatnich rabatach kwiatowych zostały ukończone.



Montujemy nową trzecią pergole do ogrodu




















A to pergola po zamontowaniu :) Niebawem posadzę coś co obrośnie :)






Wieszak do kwiatów - tutaj posadziłam rozchodnika :)










Róża odmiany Persian Yellow to pierwsza, która kwitnie z tych co kupiłam rok temu:)